Pamiętam jak dziś mój pierwszy wyjazd jaki zorganizowałem ze znajomymi. Kiedy to było ciężko powiedzieć ale jakoś na przełomie podstawówki i liceum czyli dobrych parę lat temu.
Chcieliśmy i pojechaliśmy do Hiszpanii gdzie mieliśmy jedne z najlepszych wakacji w życiu. To były czas, że baza noclegowa nas mało interesowała czy to będzie hotel, pensjonat, przyczepa kempingowa czy pokój na odludziu było mniej istotne niż to żeby mieć możliwość spędzania czasu na głupotach lat młodzieńczych:).
To samo dotyczyło restauracji a raczej miejsca gdzie można by coś zjeść bo na takową restauracje nie było nas stać. Najważniejsze było to, żeby mieć gdzie się wyszumieć. Wspólnie zdecydowaliśmy, że jedziemy na „waleta” i na miejscu będziemy szukać noclegu. Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy i wsiedliśmy do autobusu. Pominę to, że już więcej nie wsiądę do tego środka lokomocji ze względu na komfort a raczej jego brak przy tego rodzaju podróżowaniu. Pierwsze zderzeniu z rzeczywistością dało nam odczuć, że nie jest tam tak samo jak w Polsce gdzie wysiadając z pociągu czy autobusu oblegają Cię ludzi starający się nakłonić do skorzystania z ich pensjonatu czy pokoju. Pierwsza noc ze względu na to, że nie mieliśmy wystarczającego czasu żeby coś znaleźć spaliśmy na plaży co też było super. Następnego dnia udało się dorwać pensjonat z restauracja za bardzo małe pieniądze co pozwoliło nam zasmakować atrakcji jakie miał do zaoferowania miejscowy wodny park rozrywki. Oprócz tego, że nie wszystko byli zadowoleni z pierwszej nocy jaką spędziliśmy na plaży to reszta wakacji dostarczyła nam tyle atrakcji, że do dziś mamy co wspominać.